6 kwietnia 2014

O moim kocie słów kilka


Kanapowa lwica, obecnie.
                                
Dziś wyjątkowo - niekulinarnie. Kilka słów o... mojej Kari.

Jestem i chyba od zawsze byłam kociarą - od najmłodszych lat uwielbiałam wszystkie zwierzęta, co dziwne, marząc jednocześnie o... żółwiu. Do kotów zawsze miałam słabość, ale tak się jakoś w życiu ułożyło, że kot w naszym domu pojawił się dopiero, gdy ja sama wyjechałam na studia. A dokładniej... to ja sprowadziłam ją z Poznania, choć oczywiście decyzję podjęłyśmy rodzinnie. Na imię jej Kari, bo takie imię nadała jej Puss, tymczasowa opiekunka, u której wraz z kilkoma innymi kotami mieszkała przez jakiś czas. Natrafiłam na jej ogłoszenie na allegro.pl. Ze zdjęć spoglądały na mnie dwa kilkumiesięczne kociaki, szarobure, prążkowane, o troszkę przestraszonych oczkach. Zakochałyśmy się z siostrą zarówno w Kari, jak i Mai, jej siostrze. Niestety jednak w grę wchodziło przygarnięcie tylko jednego zwierzaka, do samego końca nie byłam więc pewna, którego wybiorę - przykro mi było na samą myśl, że tylko jedna kotka znajdzie dom. W momencie, gdy już zdecydowałyśmy się na adopcję, odwiedziłam Puss.

Mała myszka - Kari w wieku ok. 3 miesięcy, 2008 r. (zdjęcie pochodzi z forum.miau.pl, autorem jest Puss).
Pamiętam ten dzień jak dzisiaj. Było to dosłownie chwilę przed 11. listopada, w sklepowych witrynach królowały już góry świętomarcińskich rogali, a ja z utęsknieniem szykowałam się na długi weekend w domu. Byłam bardzo przejęta, gdy znalazłam się w tym kocim mieszkaniu - w tamtym czasie w domu tymczasowym przebywało chyba 9 kotów. Każdy był inny, niektóre bardziej lub mniej uspołecznione, czasem chore. Od razu zabrałam się za głaskanie :) Dowiedziałam się wtedy, że Maja mogłaby okazać się za trudna dla naszego początkującego domku, za to Kari dawała lepsze szanse na aklimatyzację i była bardziej przyjazna w stosunku do otoczenia. Za namową Puss, do świeżo zakupionego transportera trafiła niewielka, przestraszona Kari. Nie potrafię sobie wyobrazić jakim stresem była dla niej ta przeprowadzka, zwłaszcza, że czekała ją jeszcze ponad stukilometrowa podróż do naszego domu. Na szczęście udało się, pojawiła się w naszym życiu i powoli przyzwyczaiła do nowych warunków. Stała się naszym oczkiem w głowie, pokochała zwłaszcza mamę - nas traktując raczej z dystansem, a może i nawet lekką rywalizacją. Jest pięknym, wąsatym i, powiedzmy sobie szczerze, bardzo szalonym i czasem charakternym zwierzęciem. Ma swoje humory i lubi postawić na swoim - stanowczo nie należy do tych mizialskich kociaków wskakujących na kolana. Bywają też chwile, gdy potrafi podziałać na nerwy lub coś zbroić. Ma po prostu swój własny, koci świat.

Kari w grudniu 2011 r.
Wiem z całą pewnością, że warto było zaryzykować. Nigdy nie pożałuję decyzji, jaką było sprowadzenie Kari do naszej rodziny - najzwyczajniej w świecie stała się jej członkiem. Wszystkich z całego serca zachęcam do takiej właśnie adopcji. A nawet, jeśli nie macie warunków na stworzenie domu dla kota czy psa, warto wspierać domy tymczasowe i schroniska, aby choć trochę ulżyć samotnym zwierzętom i dobrym ludziom, którzy im pomagają.

4 komentarze:

  1. Wspaniały wpis :) przeczytałam go z uśmiechem na ustach :) sama jestem właścicielem kociego sierściucha, i być może w oczach innych ludzi to nie do wyobrażenia, ale traktuję go jak członka rodziny. W marcu minęło dokładnie 16 lat spędzonych wspólnie, dla mnie to kawał czasu. A choć to mało realne, to chciałabym, żeby co najmniej jeszcze raz tyle czekało moją tygrysicę :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie dziękuję Ci za komentarz - miło usłyszeć, że nie tylko ja mam kociego fioła ;) My, kociary, chyba po prostu zawsze będziemy się rozumieć :) Nasza Kari jest w naszej rodzinie już szósty rok, na pewno jeszcze wiele kocich przygód przed nami. A Twojemu sierściuszkowi życzę jeszcze wielu spokojnych lat, oby jak najwięcej!

      Usuń
  2. Ale super wpis :)
    Faktycznie minęło już 6 lat od kiedy przyjechałaś do mnie po Kari, Izo. Wspaniale jest otrzymywać wiadomości od opiekunów byłych podopiecznych - szczególnie jeśli są to takie dobre wiadomości, jak w przypadku Kari. Pięknie wygląda ta nasza charakterna tygryska. Życzę Wam jeszcze wielu wspaniałych lat razem, i oczywiście pozostajemy w kontakcie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się cieszę, że w końcu do mnie trafiłaś, Kasiu :) To było 6 wspaniałych lat, spędzonych z pewnym bardzo szalonym kotem - ale na pewno niejedno jeszcze przed Nami :) Ale jednego jestem pewna - warto było!

      I oczywiście mam nadzieję, że do usłyszenia :)

      Usuń

TOP