16 marca 2014

Warszawskie przysmaki i wesołe krówki


krowarzywa

Muszę przyznać, że Warszawa nie należy do moich ulubionych miejsc na Ziemi. Początkowo zdystansowana, trochę zrażona tłumem i pośpiechem, teraz powoli stwierdzam, że nawet ją lubię. I przyzwyczaiłam się już do faktu, że moje wizyty w stolicy są coraz częstsze - tym razem miałam okazję uczestniczyć w ciekawym wydarzeniu dotyczącym głośnego w mediach tematu - gazu z łupków. Ale nie zamierzam wchodzić tu w szczegóły konferencji, bo tak naprawdę nie na nią tak czekałam. Dla mnie największą atrakcją wyjazdu okazała się wizyta w słynnej burgerowni Krowarzywa. Istny tłum przywitał mnie w minimalistycznym lokalu przy Hożej 42 (blisko skrzyżowania z Marszałkowską). Niezrażona, odczekałam swoje, bo przeczuwałam, że naprawdę warto. Oczekiwanie na zamówienie wśród pysznych zapachów było wręcz męczarnią, ale na szczęście po kilku minutach stanął przede mną Tofex, a obok Cieciorex mojego towarzysza. Oba burgery w pysznych, chrupiących bułach, podlane smakowitym sosem polskim, a w środku mnóstwo świeżych dodatków.


Stanowczo były to jedne z najlepszych burgerów, jakich dotąd w swoim życiu (także tym sprzed epoki wege) próbowałam. A na dodatek w 100% wegańskie, więc krówka pozostała żywa i może sobie brykać po łące razem z "Happy cows", które mnie osobiście niezmiernie rozczulają.

3 komentarze:

  1. Tyle lat przesiedziałam w Warszawie a do tego miejsca nie zajrzałam! Burgery wyglądają zachęcająco, mam nadzieję że zawitam tam przy najbliższej wizycie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karola, bo Krowarzywa działają dopiero od roku :) A przy najbliższej wizycie (czerwiec?) odwiedzić musisz koniecznie :)

      Usuń

TOP